środa, 6 marca 2013

Czekać -łatwo powiedzieć :(

Dziś wysłałam bardzo nietypowy list, czułam się przedziwnie przekazując go Pani w okienku, nie potrafię tego uczucia opisać...

Może zacznę od początku, w zeszłym tygodniu byłam z Patusią kilka dni w szpitalu. Było to konieczne, żeby wykonać jej szereg badań, które mogłyby wyjaśnić jej dolegliwości. Od kilku miesięcy skarży się na ból brzucha, co więcej cyklicznie powtarzają się wymioty. Scenariusz powtarza się co dwa, trzy tygodnie i zawsze wygląda to w ten sam sposób. Zaraz po przebudzeniu woła już o miskę, szarpie ją niemiłosiernie :( i tak męczy się przez pół dnia, jest osowiała, często przysypia, ale po drzemkach znów miska idzie w ruch. Nic nie może zjeść i ma duże pragnienie. Ok 15-stej znów wszystko wraca do normy, bawi się, jest energiczna, zjada z apetytem, na następny dzień nie pamiętamy o sprawie.
Ostatnich sześć razy mam zaznaczone w kalendarzu i zorientowałam się, że zawsze w dzień poprzedzający te wymioty wydarzyło się coś szczególnego. To Patki przyjęcie urodzinowe, albo urodziny u dzieci znajomych, odwiedziny u babć i dziadków z okazji ich święta, pierwsze zajęcia przed przedszkolne, odwiedziny ulubionej koleżanki z którą rzadko się widuje bo daleko od siebie mieszkają. Myślałam, że może jest aż takim wrażliwcem, ale zbadać ją trzeba.

W szpitalu Patusia była bardzo dzielna, jestem z niej tak dumna :) chwalono ją na każdym kroku. Dużo dało nastawienie jej i przygotowanie do tego jak badania będą wyglądały. Wyobraźcie sobie, że nie zapłakała nic przy zakładaniu wenflonu i przy pobieraniu krwi. Powiedziałam jej wcześniej, że to będzie bolało ale tylko przez chwilę a jak pielęgniarki założą plasterek (który dla Pati ma magiczną moc) to już przestanie boleć.



Miała nawet robioną tomografię komputerową głowy, gdzie przy przyjęciu Pani Doktor uprzedzała, że prawdopodobnie do tego badania trzeba będzie ją uśpić bo tak małe dziecko nie wyleży bez ruchu przez 15 min. Zaczęłyśmy ćwiczyć od samego początku, Kudłaczkowi najlepiej wychodziło :P uwierzcie mi to jest niezwykle trudno tak wyleżeć nawet 10 min, od razu człowiek czuje, że musi podrapać się po policzku albo, że zaraz kichnie. Ale jak doszło do samego badania to Patka spisała się na medal, wszyscy byli pod wrażeniem. Przyznam się Wam, że zmotywowałam ją obietnicą kupna zamku dla Kucyków Pony. To ogromny wydatek ale poświęcenie warte tego, żeby jej nie usypiać.

Szpital miał swoje duże plusy, miałyśmy siebie przez trzy dni i noce tylko dla siebie, było naprawdę bardzo sympatycznie i poznawałyśmy się na nowo :) drugi wielki plus, że Patusia miała duży apetyt i nauczyła się jeść chleb, w domku zjadała ale rzadko, po długich namowach i to bez skórki. Ten problem zażegnany ^^ Czekanie na czczo na tomografię najwięcej dało, bo prosiła, jęczała, że już jest głodna (w życiu sama nie zawołała wcześniej jeść). Badanie miała ok 11-stej, a po nim jeszcze przez pół godziny trzeba było odczekać bez jedzenia z powodu kontrastu, który jej podali w trakcie tomografii. Jak juz zaczęła to z marszu wchłonęła śniadanie, potem obiad i jeszcze na dokładkę banana i bułeczkę maślaną aż miło było patrzeć :D

W dniu wypisu usłyszałam, że badania wyszły w porządku, jedynie na usg wielkość narządów nie spodobała się lekarzowi, kazał skontrolować za 2 miesiące a w międzyczasie, żebyśmy zrobili córce test DNA w kierunku mukowiscydozy, bo to w połączeniu z problemami przewodu pokarmowego, bólami brzucha i obciążeniem w najbliższej rodzinie wskazywałoby na tą chorobę.
Robiliśmy jej rok temu tzw. badanie chlorków w pocie -wyszło ok ale ono nie daje stu procentowej pewności. Ona też urodziła się w grudniu 2008 roku a badania przesiewowe weszły dopiero od 2009 :(
Osłupiałam, czułam się oszołomiona jakbym dostała porządnie po głowie. Nie chce mi się w to wierzyć ale zasiali we mnie to ziarnko, które uwiera i męczy niemiłosiernie.

Jeszcze w tym samym dniu Tomek dzwonił do Rudy Śląskiej i Zabrza, ale termin, który proponowali był zbyt odległy, najpierw chcieli żebyśmy my jako rodzice przyjechali na badania, żeby stwierdzić czy jest wskazanie do przebadania dziecka. Paranoja, nie przekonywał ich fakt, że już jedno chore dziecko mamy więc badanie nas mija się z celem, to nie potrzebna strata czasu ich, NASZA, strata pieniędzy na wykonanie badań, na dojazd. Usłyszeliśmy, że nic nie mogą zrobić bo takie są procedury.
Dobrze, że Tomek się nie poddawał, zadzwonił też do Warszawy, w końcu Arturowi próbkę krwi na takie badanie wysłano z Prokocimia właśnie tam. I tu już sensowniejsze rozwiązanie nam zaproponowano, zapłacimy 106 zł za zestaw do pobrania materiału genetycznego + badanie, sami pobierzemy od Patusi i wyślemy do zbadania.
Co ciekawsze na następny dzień oddzwonili do nas z dobrą wiadomością - zainteresowała się nami Firma GENOMED, pomogli nam zgłaszając nas do kampanii społecznej "Nadzieja. Mamy ją w genach" dzięki czemu badanie dla Patrycji będzie przeprowadzone bezpłatnie :D nasza radość była wielka i czasem człowiek nie dowierza, że ktoś potrafi taki gest uczynić.

Ten list o którym wspomniałam na początku to właśnie była próbka krwi mojego dzieciątka...
Przed nami miesiąc czekania :( koszmarny długi miesiąc walki z myślami. Nie mam siły... moje pokłady już się wyczerpują... co ja zrobię gdy się okaże, że moja kochana dziewczynka...  moja myszka...



piątek, 1 marca 2013

Dzieje się, oj dzieje

Mam wrażenie, że rok dopiero co się zaczął a już kilka projektów zrealizowanych bądź w trakcie realizacji :)

Od początku roku ruszyliśmy z akcją 1%, anonimowa dobra duszyczka zasponsorowała nam ulotki i plakaty-dziękuję :* ponad 20 osób zgłosiło się do ich rozprowadzenia na terenie Jaworzna i Krakowa. Wojtek przygotował niezwykły cykl "komiksowy" związany z mitami na temat właśnie rozliczania się z fiskusem.



 c.d.n

Licealiści z Katowic podjęli się nakręcenia SPOTU na temat 1% dla Arturka, podeszli do sprawy bardzo profesjonalnie i mam nadzieję, że już wkrótce podzielę się z Wami efektami.

W jaworznickiej gazecie "Co Tydzień" ukazał się wykonany przez Wojtka baner walentynkowy:


Wojtek zaprojektował również specjalne walentynki, które mogli otrzymać Ci spośród naszych znajomych, którzy zdecydowali się ustalić zlecenie przelewu stałego na symboliczną kwotę -na subkonto Arturka.
Żeby ten walentynkowy projekt miał rację bytu musiała się odbyć kolejna sesja zdjęciowa mojego małego modela ;) 
Jej efekt przerósł nasze najśmielsze oczekiwania-zobaczcie sami :)











   Więcej zdjęć na blogu Joasi -autorki sesji, Asia jest niezwykle ciepłą i sympatyczną osobą, a przede wszystkim bardzo cierpliwą i wyrozumiałą co przy robieniu zdjęć dzieciom jest niezwykle ważną cechą.


    W styczniu odbył się Jeleń Rockz Fest 2013 do którego udziału zaprosił nas muzyk z zespołu T-rust, który to rok temu grał dla Arturka. Strasznie się cieszę, że o nas pamiętali. Mieliśmy trochę mało czasu na załatwienie formalności ale ostatecznie daliśmy radę, nie zawiedli również wolontariusze, którzy zgodzili się poświęcić kilka sobotnich godzin na kwestowanie, a dowiedzieli się na trzy dni przed koncertem.
Podczas jego trwania Wiola, Oliwia i Mariusz uzbierali do puszek kwestorskich łączną kwotę 207,79 zł, pieniądze te zostały wpłacone na subkonto Arturka w Fundacji MATIO




Zdjęcie zostało wykonane przez Aleksandra Turę i pochodzi z portalu mojejaworzno.pl gdzie znajdziecie także bardzo obszerną relację z tej imprezy.

http://www.mojejaworzno.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=2391&Itemid=1#.UQUk2Rgd9cY.facebook

Projekt o nazwie "Siostrzyczka złośniczka" również ma ciąg dalszy, ponieważ dzięki anonimowemu sponsorowi Patusia może uczestniczyć w zajęciach sportowych dla dzieci, jak również ma wykupiony karnet do Bajlandii. Jestem ogromnie wdzięczna i bardzo dziękuję to dla nas jest ważne, że Patka ma coś dla siebie :)


    W projekcie tym uczestniczyły ostatnio również dwie ciocie Katarzyny :) w czasie ferii Patrycję dwukrotnie zabrały na kilkugodzinne zajęcia organizowane przez zaprzyjaźnionych harcerzy. Była zachwycona :D


Pati to ten najmniejszy krasnal w niebieskiej kurtce ;)

    No i jeszcze w zakres tej akcji ;) od dawna wypytywane przez Patusię i wyczekiwane ulotki, tylko z nią... tylko dla niej... czci je jak największy skarb :)






czwartek, 28 lutego 2013

Spontan :D


Rzutem na taśmę jeszcze w lutym chciałabym opisać Wam tegorocznego niezapomnianego sylwestra.
Wszystko zaczęło się 31-ego grudnia 2012r obudziłam się ok 10-11 stej ponieważ siedziałam całą noc nadrabiając wpisy na blogu :P weszło mi to niestety w nawyk tzn. i nadrabianie i siedzenie po nocach ale nie o tym chciałam :)

    Z oczami na zapałkach jadłam śniadanko, gdy Patrycja zapytała się kiedy odwiedzimy Daniela i Wikusie (kuzynów z Mazur) coś mnie tknęło wtedy niesamowicie i z całym przekonaniem pytam się jej- a może chciałabyś dziś do nich pojechać? Choć wcześniej nie miałam ani razu takiej myśli. Artur przecież chory, a ja z tego tytułu niemiłosiernie zmęczona, ledwo po świętach, tyle obowiązków zaległych ze sprawami stowarzyszenia więc miałam wrażenie, że ktoś za mnie wypowiada następne zdania. Bo Papka od razu z krzykiem radości poleciała do taty i woła, że jedziemy na sylwestra na Mazury. Tomek z bliżej nieokreślonym wyrazem twarzy wszedł do pokoju i pyta się co znów wymyśliłyśmy za żarty.
    Odpowiedziałam krótko: szybko się decyduj póki jestem na tyle zmęczona, żeby racjonalnie nie myśleć-jedziemy na sylwestra do Siódmaczków? Nie musiałam w sumie Tomka pytać, wiedziałam jaka będzie jego odpowiedź :D i zaczęło się wielkie pakowanie z dwie godziny chyba zajęło. Najciężej Artura spakować, bo to strach, że się czegoś zapomni, dla nas to jeszcze można coś dokupić w razie potrzeby, ale jego mleko tylko na receptę, no i te wszystkie leki (obliczyć zapas), inhalator, dokumentacja medyczna itp.

    Najlepsze w tym wszystkim jest to, że nie powiedzieliśmy naszej rodzince z Mazur, że do nich się wybieramy, więc to była totalna niespodzianka. Przemierzyliśmy ok 450 km, w drodze pojawiły się obawy czy ich w ogóle zastaniemy? Czy nie będą na nas źli? Czy ta decyzja to czasem nie kryzys wieku średniego? Pomyślą sobie, że zwariowaliśmy :P
    Ale jechaliśmy dalej i ok godziny 22-giej, gdy dotarliśmy na miejsce, podjechaliśmy pod bramkę Tomek zapalił długie światła i zaczął trąbić. Wujek po jakimś czasie wyszedł z domu, było widać, że zły kto to tak hałasuje o tej porze i nie widział nas w środku samochodu- oślepiony reflektorami, dopiero jak podszedł bliżej- widok jego miny bezcenny :D Wkrótce ogólnym krzykom i śmiechom radości nie było końca :) już wiedzieliśmy, że udała nam się niespodzianka. Nie zdążyliśmy się jeszcze w pełni rozgościć i sobą nacieszyć, a już prawie wybijała północ, szybko do samochodów i pojechaliśmy na ulubioną miejscówkę oglądać fajerwerki :)




Każda wizyta u naszych Siódmaczków kojarzyć mi się już będzie z pysznym jedzonkiem, Arturek był w siódmym niebie a karmienie go to czysta przyjemność ;)


Bardzo szybko się zaaklimatyzowaliśmy, atmosfera była cudowna, Arturkowi mazurskie powietrze służyło bo widać było gołym okiem i uchem ;) poprawę.


Wiktoria chętnie zajmowała się Arturkiem, Pati wpatrzona w Daniela ;) wiec mogłam naprawdę odpocząć. Długie rozmowy, spacer, piesek, króliczki, urodziny wujka -wspaniale spędziliśmy tych kilka dni.


Apetyt też nam wszystkim dopisywał ale jak spojrzycie na zdjęcia poniżej to nie będziecie się dziwić :D





Po niecałym tygodniu wróciliśmy do naszej szarej rzeczywistości, ale z naładowanym akumulatorami i paroma kilogramami więcej ;) teraz jestem pewna, że podświadomość zrobiła swoje, popchała mnie ku tej decyzji bo tego właśnie było mi potrzeba, kontakt z ukochanymi, wspaniałymi ludźmi, odpoczynek i udowodnienie, że stać nas jeszcze ... jak by to młodzież nazwała ...-na spontany :)





niedziela, 10 lutego 2013

Przygotowania do Jarmarku :)


Święta Wielkanocne zbliżają się wielkimi krokami a my zachęceni powodzeniem podczas Jarmarku Bożonarodzeniowego postanowiliśmy również uczestniczyć w tym Wielkanocnym :)

Nie byłoby to oczywiście możliwe bez pomocy niezwykle utalentowanych osób, które zdecydowały się przekazać nam swoje wielkanocne rękodzieła.

Aż 14 osób pozytywnie odpowiedziało na moją prośbę o podarowanie Arturkowi swoich prac. Bardzo się cieszę i ogromnie wszystkim dziękuję. Już teraz gorąco wszystkich zapraszam na nasze stoisko bo będziemy mieć przepiękne rzeczy podarowane z dobroci serca. A cały dochód ze sprzedaży powędruje na subkonto Arturkowe w Fundacji MATIO. Pieniądze te zostaną przeznaczone na jego leczenie i rehabilitację.

W ostatnich dniach dużo czasu spędziłam na odwiedzaniu przeróżnych blogów handmade, naprawdę zazdroszczę talentu i pasji, aż by się chciało samemu stworzyć coś tak pięknego :) może uda mi się wygospodarować choć trochę czasu i choć spróbować ;) w zeszłym roku przecież z Patusią zadbałyśmy o świąteczny wielkanocny akcent   





Jeśli ktoś chciałby się przyłączyć do tego projektu to zachęcam do kontaktu ze mną. 


środa, 30 stycznia 2013

Możecie pomóc

Zastanawiam się co mam napisać i jak zachęcić Was do przekazania 1% z podatku właśnie dla Arturka.
Może fakty przemówią...
Poniżej wykaz leków-potwierdzony przez lekarza- jakie mój półtoraroczny synek musi przyjmować aby spowolnić chorobę. To stan sprzed 4 miesięcy więc teraz z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że wydajemy w aptece co miesiąc ponad 1 tys. zł.


Dziwne bo ja nie przeliczam co mogłabym za tą kwotę kupić na przykład po roku... ja patrząc na ten wykaz czuję ścisk w sercu i gardle... obawę i strach czy będę w stanie powiedzmy za pół roku wydawać taką sumę na leki
...i o ile może ta kwota wzrosnąć (bo jeszcze nie tak dawno było to 600 czy 700 zł).


A powyższe zdjęcie przedstawia efekt pojedynczego wypadu do apteki - to też zdjęcie sprzed kilku miesięcy, w tym momencie na takie zakupy zabieram ze sobą minimum dużą torbę "biedronkową". Mina ludzi stojących za mną lub w okienku obok na widok tego jak zaczynam pakować leki do tej torby-BEZCENNA.

Następna rzecz o której chcę wspomnieć to sprzęt rehabilitacyjny, dzięki ludziom dobrego serca Arturek ma trampolinę i profesjonalną piłkę. Kamizelka oscylacyjna (drenażowa) to całkiem inna bajka, poniżej Faktura Pro Forma z ceną z lipca zeszłego roku. Koszt kamizelki to obecnie ponad 32 tys zł.


I wreszcie na końcu- ale wcale nie oznacza to, że mniej ważna sprawa dotycząca ewentualnego przeszczepu płuc.
Doskonale zdaję sobie sprawę, że musimy być na to przygotowani. Niezwykle rzadko się zdarza, że chory na mukowisydozę tego przeszczepu nie wymaga :( 
A kwoty potrzebne na przeszczep są niewyobrażalne jak na przykład ta którą musiał zgromadzić 24-letni Kuba 580 tys. zł. zachęcam do obejrzenia (klikając tutaj) polsatowskiej relacji z listopada 2012r.

Oczywiście marzę o tym, żeby Artur tak przechodził tą chorobę, żeby przeszczep nie był wymagany, wcale nie chcę źle prorokować -ale ostatnią rzeczą jaką bym chciała to "obudzić się" za te kilkanaście lat i z przerażeniem stwierdzić, że nie mamy tej kosmicznej kwoty a tylko ona może uratować życie mojemu dziecku.

Dlatego już teraz trzeba robić wszystko aby na subkoncie Arturka odkładać jak najwięcej -każda złotówka się liczy dlatego BARDZO GORĄCO PROSZĘ PRZEKAZUJCIE 1% PODATKU DLA ARTURKA 

i chce zaznaczyć, że to nie jest procent z nadpłaconego podatku, który Wam jest zwracany, tylko procent od kwoty, która wędruje do Skarbu Państwa
a więc ...
ZAMIAST fiskusowi PRZEKAŻ Arturkowi  :D


Proszę też o przekazywanie numeru KRS 00 000 97 900 i celu szczegółowego: na leczenie Artura Szustra
swoim znajomym i rodzinie to naprawdę jest ogromna pomoc. Zachęcam również do wydrukowania i rozprowadzenia ulotek, projekt znajdziecie w podstronie "Jak pomóc".

Jeśli ktoś czuje niedosyt pomagania naszej rodzinie ;) to zapraszam do polubienia i śledzenia "fejsbukowej" strony jeszcze nieformalnego Stowarzyszenia:
www.facebook.com/StowarzyszenieZOddechemWTle

Bardzo serdecznie dziękuję :*







wtorek, 29 stycznia 2013

A w grudniu...

No właśnie, żeby ze spokojnym sumieniem ;) zamknąć ubiegły rok muszę jeszcze wrócić do grudnia. A był to miesiąc obfitujący w wiele różnorodnych wydarzeń, mega pozytywnych emocji i zaskakujących informacji, z których przebija się myśl przewodnia - na świecie są dobrzy ludzie, którzy chcą pomagać i to robią. 2012 rok był dla naszej rodziny niezwykle udany, mam obawy patrzeć w przyszłość bo wydaje mi się, że lepiej być nie może.. że nasza rodzina limit dobroci i ludzkiej życzliwości już wyczerpała... 

Początek grudnia to pierwsza wizyta Patusi w Teatrze :) a to dzięki zakładowi pracy Tomka, który co roku organizuje dzieciom pracowników nietypowe Mikołajki.


Zaskakujące było to, że Mikołaje byli dwaj :) ale Patusi to w ogóle nie zdziwiło, najważniejsze było, że dostała ogromny prezent ;)


Właśnie w grudniu Patusia obchodzi urodziny dokładnie 9-tego :) Już od jakiegoś czasu truchlałam jak mnie pytała czy zorganizuje jej Festyn tak jak Arturkowi, tłumaczyłam oczywiście, że to niemożliwe ale ciężko jej to zrozumieć :(
Może i dlatego nie protestowałam gdy jej lista zaproszonych gości, wydłużała się i wydłużała... krótko mówiąc było nas sporo, a imprezę robiliśmy w mieszkaniu bo na wynajem sali nas nie stać. Było ciasno ale myślę, że bardzo sympatycznie. Patusia była w centrum uwagi, prezenty, piękny tort tematycznie powiązany, podobnie jak zabawy- z myślą przewodnią ;) dżunglą a przede wszystkim małpkami (na życzenie solenizantki).
Ciocia Agnieszka niczym zawodowy animator fantastycznie prowadziła zabawy. Mam nadzieję, że goście również miło spędzili czas, choć na przyszły rok raczej pomyślę o większej przestrzeni ;)





No i wreszcie chciałam się podzielić z Wami niezwykłą wiadomością- Arturek został beneficjentem programu wolontariackiego "Give Together" zorganizowanego w firmie Sabre Polska. Zostaliśmy zaproszeni na uroczystą Galę podczas, której wręczono czeki dziewięciorgu beneficjentom m.in. Stowarzyszeniu "Siemacha", Fundacji "Zwierzę nie jest rzeczą", Specjalnemu Ośrodkowi szkolno-wychowawczemu nr 4 w Krakowie, Agacie Hawliczek podopiecznej Fundacji "Kromka chleba", Fundacji Międzynarodowy Ruch na Rzecz Zwierząt VIVA!, Wojtkowi Bienia-podopiecznemu Fundacji przeciwko Leukemii, Domowi Dziecka w Sieborowicach, Hospicjum św. Łazarza w Krakwie, no i Arturkowi. Czek był oczywiście symboliczny a pieniążki powędrowały na subkonto Arturka w Fundacji MATIO :)
Projekt ten szczególnie godny podziwu, bo przeprowadzony z humorem i ciekawymi pomysłami, objął 23 akcje m.in. zawody sportowe, sprzedaż posiłków, licytacje, warsztaty ale również i bardziej oryginalne jak wykupienie pakietu: codzienna kawa serwowana przez swojego szefa przebranego za kobietę :)
Bardzo dziękuję wszystkim pracownikom Sabre Polska ale nie tylko ponieważ to, że Arturek znalazł się w programie zawdzięczamy Pani Marioli W. jak również Pani Iwonie C.- z całego serca dziękuję :*


Oczywiście nie zabrakło "ciekawych" pomysłów taty, dzieci zadowolone, jak widać na zdjęciu poniżej- tylko mama trochu truchlała ;)


W grudniu odbyła się również akcja, którą nazwałam "siostrzyczka złośniczka" przez dwa tygodnie (poprzedzające jarmark bożonarodzeniowy o którym pisałam we wcześniejszych postach) do Patusi przychodziły ciocie spędzać z nią czas na zabawie i spacerach. To był strzał w dziesiątkę bo zachowanie Papki zmieniło się diametralnie, stała się o wiele grzeczniejsza- ja miałam więcej czasu na nadrobienie zaległości, na porządki świąteczne-nabrałam większego dystansu a na pewno stałam się bardziej cierpliwa. Ogromna pomoc Kasi M., Kasi W., Patrycji, Klaudii, Basi i Dominiki (dziękuję Wam dziewczyny) w połączeniu z moimi wizytami u psychologa pozwoliło mi to spojrzeć na sytuację z innej perspektywy, zrozumieć, że problem tkwił tak naprawdę we mnie. Jak widać na poniższym obrazku mama przestała obsesyjnie wszystkim się przejmować i czerpie radość z przebywania z dziećmi (aż wstyd się przyznać ale zdjęcie nie jest pozorowane).



Kolejne zdjęcia chciałam Wam przedstawić dla ukazania kontrastu, ponieważ Arturek cały dzień mógłby się bawić, szaleć i chichrać a niestety w okolicach 20-stego grudnia znalzał się w takim stanie (przez zaostrzenie) w jakim go jeszcze nie widzieliśmy. Przez kilka dni praktycznie nie spał tylko robił sobie drzemki i to w pozycji pionowej na rękach, bo gdy tylko leżał to dusił się od nadmiaru flegmy, która po prostu wylewała się z niego :( Przetrwaliśmy te najcięższe dni, nosząc go na zmianę.






Jednak do dziś nie udało nam się go wyleczyć. Byliśmy 10 stycznia w Rabce, wyniki nie takie jak w głębi serca by się chciało... stan wątroby nadal kiepski, utrzymujący się niedobór witaminy E. Badanie radiologiczne wykazało niewielkie rozdęcie płuc. Wzmożony rysunek oskrzelowo-naczyniowy w partiach przywnękowych płuca prawego oraz w zakresie segmentu 1-2 lewego. Nieprawidłowy kształt śródpiersia, najprawdopodobniej spowodowany powiększonym lewym płatem grasicy. Ale najgorsze dla mnie zdanie: W badaniu bronchoskopowym stwierdzono duże w stosunku do wieku dziecka, zaleganie treści ropnej w oskrzelach zwłaszcza płuca lewego.
... nie chce tego komentować, nie chcę o tym myśleć, nie chce się obwiniać... ale mi nie wychodzi :(
Czy są jakieś plusy, pozytywne strony tej kontrolnej wizyty w Rabce? Arturek przespał negatywne skutki bronchoskopii, dziwnie to zabrzmi ale przespał okres wybudzenia. Wstał po 1,5 godz. jakby nigdy nic, zjadł butlę i humor jak zwykle mu dopisywał.



W grudniu również jakaś dobra duszyczka zgłosiła nas do programu "Szlachetna paczka" dzięki czemu otrzymaliśmy zapas jedzonka, chemii, zabawek i ciuszków, a także meble używane ale w dobrym stanie-trafiły do pokoju Patusi :) z całą pewnością odciążyło to nasz domowy budżet. Bardzo dziękujemy naszemu anonimowemu darczyńcy i wszystkim wolontariuszom ze Szlachetnej Paczki.

PRZED

PO

Grudzień to również urodziny Tomka, Patusia pomogła mi zrobić torcik dla taty :P



No i wreszcie nastała pora na grudniowy pierwszy raz :D pierwszy pocałunek z rówieśniczką, bo ze starszymi już się zdarzało ;)










poniedziałek, 31 grudnia 2012

Wspomnień ciąg dalszy ;)

LISTOPAD

    Ten miesiąc z kolei upłynął pod znakiem harcerstwa, szczególnie mnie i Patusi, najpierw byłyśmy "unocować" ;) na pierwszych urodzinach II Pogodnego Szczepu Harcerskiego "Tormenta", który działa na Podłężu a w jego skład wchodzą: 15 JGZ "Leśne duszki", 22 JDH "Ventus", 16 JDSH "Piorun" i 2 JDW "Resplandor".
    Było to dla mnie niezwykle wzruszające i ważne wydarzenie, ponieważ niegdyś byłam drużynową "Pioruna" bardzo się cieszę, że mogłam być tam razem z nimi - jestem niesamowicie dumna. Szczep bardzo prężnie działa, w kadrze są wspaniałe osoby, którym widać, że zależy. Oby tak dalej :*
    Patusia również była zachwycona i tak przejęta tym, że spotka Zuszki, że postanowiła zrobić dla Gromady Zuchowej osobny prezent. Poniższe obrazy wykonałyśmy z różnorodnych ziarenek :)


Miałyśmy też małą przygodę ponieważ, chcąc poczuć się jak za starych dobrych czasów zdecydowałam, że zostaniemy na noc, ponieważ była to dwudniowa impreza. Niestety okazało się, że Patusia nie jest jeszcze gotowa na trudne harcerskie warunki i musiałyśmy w środku nocy wracać do domu :(

    Następna harcerska przygoda to uczestnictwo w zbiórce zuchowej 8 JGZ "Dzielni Apacze" na Dąbrowie Narodowej. Na zbiórce oprócz gawędy, zabaw, różnych zadań, nauki szyfru -Zuchy miały narysować kogoś kto jest dla nich wzorem do naśladowania. Patusia bardzo pięknie narysowała swojego tatę :)




    W listopadzie jest odpust u nas w Szczakowej, Patusia za całe swoje oszczędności kupiła wózek sklepowy dodam, że wymarzony od kilku dobrych miesięcy. Była też mowa, że wybierze prezent dla Arturka, no i wróciliśmy z różowym kotkiem :P nam chodziło o to, żeby nie miała pretensji, że dla niego też coś kupimy, a ona dosłownie wzięła to, że ona decyduje i koniec. No cóż Arczi wybredny co do kolorów nie jest ...JESZCZE :)  ale wózek sklepowy spodobał mu się strasznie.


Tomek miał dużą pomoc w swojej niespełna czteroletniej córeczce przy zrzucaniu drewna do piwnicy :) a ona ogromną frajdę przy tym, jedynie mamie nie było do śmiechu jak po wszystkim trzeba było wyrzucić jej rękawiczki -tak były zniszczone.


Widać moje dzieci mają powołanie do łamania stereotypów, bo Arturek dodał do wózka i różowego kotka jeszcze ulubioną zabawkę w postaci żelazka :) choć ja podejrzewam, że to jego metoda na niewiasty. Właśnie nastała chwila na ujawnienie listopadowego pierwszego razu ;P 

Z poniższych zdjęć układa się niezła historia:
najpierw uwodzenie swoimi umiejętnościami,


  potem nóżka zagadkowo niknie w łóżeczku ;) 


w środku zabawa w najlepsze 


i zadowolenie z wykonania dobrej roboty :D


Karolinko, teraz już chyba rozumiesz dlaczego Hania wyznała Ci, że kocha mojego syna ;)
Kto by się oparł ??   :)