czwartek, 2 sierpnia 2012

Mazurskie klimaty

    Nikogo nie powinno dziwić, że mazurskie okolice i przyroda są wdzięcznymi tematami do zdjęć.
Ja muszę się pochwalić zdjęciami, które zrobiła w czasie naszego pobytu w Siódmaku 14-letnia Wiktoria:


 







A te są zrobione przez Tomka :)
















Po prostu duma mnie rozpiera :)



Wakacje u Siódmaków

   Bardzo długo zastanawialiśmy się (no dobra, bardziej ja przewrażliwiona matka ;)) jechać, czy nie na tak długą wyprawę. Patrycja już wprawiona bo jak miała dwa latka pojechała z nami do rodzinki z Mazur i to w zimie. A Arturek ma dopiero 11 miesięcy, tak długa trasa ok 450 km do Siódmaka koło Szczytna, zmiana otoczenia i ludzi, wtedy w zimie Papka bardzo wrażliwie to odczuła, budząc się co noc z krzykiem.

    Oczywiste jest też, że kwestia choroby małego była dla nas priorytetem, ale radziliśmy się nie tylko lekarza rodzinnego, ale też dr Pogorzelskiego z Rabki. Zgodnie stwierdzili, że tamto powietrze może tylko pomóc, nie ma żadnych przeciwwskazań, nawet ich zdania nie zmieniło to, że na parę dni przed wyjazdem pojawiło się kolejne zapalenie oskrzeli. Tym razem dr Pogorzelski zalecił ACC, częstszy drenaż i inhalacje, a z Pulmozyme to nawet dwa razy dziennie, za to bez dodatkowego antybiotyku. Pouczył nas że absolutnie kąpiel w jeziorach, czy rzekach odpada ze względu na Pseudomonas i żebyśmy zachowali ostrożność odnośnie dezynfekcji. Ciocia z wujkiem stwierdzili, że dostosują się do naszych wskazówek, więc pod tym względem mieliśmy wsparcie.

  Ja oczywiście żyję wrześniowym Festynem i wiedziałam, że taka odległość wiąże się z ograniczeniem moich możliwości organizacyjnych. No i każdy wyjazd wiąże się z kosztami, tu akurat była o tyle korzystna sytuacja, że spaliśmy i jedliśmy u rodziny w domu więc to duża oszczędność na wczasach.
    Przeważyło to, że sporo przeszliśmy w ciągu ostatniego roku i mogę powiedzieć z czystym sumieniem, że na wakacje zasłużyliśmy. To jedno, a drugie, że bardzo stęskniliśmy się za bliskimi, bardzo lubimy z nimi spędzać czas. To w końcu rodzinne strony Tomka i większość jego rodziny tam mieszka.

  No i pojechaliśmy :) zarówno tam i z powrotem pokonywaliśmy trasę w nocy i za każdym razem zajęło to ok 9-ciu godzin. Ale trud się opłacił bo spędziliśmy niesamowite chwile w ciepłej atmosferze. Dzieciaki bawiły się przednio bo tam gdzie pojechaliśmy byli -co prawda dla nich wujek i ciocia ale którzy mieli po 10 i 14 lat :) Patka była zauroczona wujkiem Danielem, natomiast ciocia Wikusia bardzo pomagała mi w opiece nad Arturkiem i myślę, że dla niej to też była duża przyjemność.


    Arczi czarował uśmiechem na prawo i lewo, a co najważniejsze poczynił duże postępy w poruszaniu się. Co prawda to było jednokolanowe raczkowanie (po chrzestnym ;))  ale chwilami ciężko było nadążyć, urządzaliśmy nawet zawody.






    Pierwszy tydzień był niestety deszczowy ale nie brakowało inwencji urządziliśmy sobie m.i. wielkie malowanie... twarzy :) Tomek dla swojej córeczki dał się przerobić nawet na Emo. Patusia pięknie pomalowała tatusiowi paznokcie :P

    Deszcz nie przeszkodził nam również wybrać się na nad morze :) to było niesamowite uczucie obserwować to zaskoczenie na twarzach dzieci na widok wielkiej piaskownicy i ogromu wody. Patka zabrała się od razu za poszukiwanie muszelek, była prze szczęśliwa. Arturek natomiast miał chyba za dużo wrażeń, sama podróż w jedną stronę trwała prawie 4 godziny, był marudny (to naprawdę łagodne określenie) i nie chciał jeść. Postanowiliśmy skrócić wycieczkę i ominęła nas wyprawa do latarni w Krynicy Morskiej. W czasie podróży Patusia z tatą urządzili sobie zawody- kto zobaczy więcej zwierząt za oknami samochodu. Wymieniają, a tu nagle Papka mówi: "o krowa pastwi się na pastwisku". Podziwiam Tomka, że mógł w tym ataku śmiechu nas obojga skupić się na prowadzeniu.

   
  W drodze powrotnej za przyczyną zmęczenia poznaliśmy bardzo urokliwe miejsce, gdzie musieliśmy się zatrzymać w trakcie trasy, aby ratować się kawą.

Piławki nad Jeziorem Drwęckim


    A po burzy jak to bywa wychodzi tęcza i po okresie deszczowym mieliśmy piękną pogodę, wreszcie mogliśmy w pełni korzystać z mazurskich uroków. 

    Robiliśmy wyprawy na jagody i grzyby, tu muszę zaznaczyć, że pierwszy raz mi się to zdarzyło, że musiałam uważać, żeby nie rozdeptać grzybów tak ich było pełno. Tak prawdę powiedziawszy to nie szukaliśmy grzybów tylko je zbieraliśmy :) Patrycja w czasie jednej z takich wypraw odkryła istnienie pasikonika i nagle wszystkie dotychczas już poznane istotki zaczęły być: pasibiedronkami, pasignojarkami czy też pasiżabkami :)



  Łowiliśmy jypki jakby to Patusia swoim językiem ujęła. Zresztą o wypowiadaniu się Papki dużo by opowiadać, bo z jednej strony zadziwiała wszystkich zasobem słownictwa jak na trzylatkę, a z drugiej było masę zabawnych sytuacji gdzie przez to, że nie mówi "r" tylko "j" wszyscy mieli ubaw po pachy. Oczywiście przykład :) Patka widzi, że huśtam Artura na rękach to mówi do Tomka: 
-Tato, weź mnie też za jącki.
-Jakie zajączki?
-noo, za jęce!!
-ale jakie zające?!
-za dłonie!!
   Albo innym razem gdy szukaliśmy pamiątek w Szczytnie, zauważyłam kapelusz, który świetnie nadawałby się jako prezent dla kuzyna Papki a tak się składało, że niedługo ma urodziny. Pokazuje go Patrycji a ona: "Tak czapka pijacka będzie w sam jaz" :)

    Z wakacji będziemy też wspominać pamiętne grille na taczkach z cukinią w roli głównej, wygłupy Tomka z dzieciakami w oponach i beczce, tulenie się Arturka do Wiktoriańskich kapci ;) rozmowę Papki z tatą na temat koni:
-Tatusiu, jak nazywa się tata koń?
-Koń :)
-a jak nazywa się mama koń?
-klacz
-a dziecko?
-źrebie Patusiu
-a babcia konia?
-hmmm....  

   Teraz jakby ktoś Patrycję zapytał o tą babcie konia to z poważną miną i pełnym przekonaniem usłyszy od niej to czego się nauczyła, bo tata jej wtedy tak odpowiedział: ...kabanos :)

W czasie jednego ze spacerów mieliśmy niesamowite spotkanie, z którego nie tylko dzieci miały frajdę.



    Miło było nam również, że mogliśmy towarzyszyć Wiktorii w czasie wręczania jej stypendium i dyplomu za wyniki w nauce, że mogliśmy się spotkać z pozostałymi członkami rodziny, wszystkich bardzo gorąco pozdrawiam. 

                                      

    Jednak wszystko co dobre szybko się kończy, wróciliśmy już do domciu, do naszej codzienności. A zapalenie oskrzeli Arturka hmm.. no cóż trudno w to uwierzyć, ale obyło się bez antybiotyku ach.. te mazurskie powietrze :)








wtorek, 31 lipca 2012

Wywiad z Arturem

    Jak już wiele razy wspominałam, że organizujemy Festyn dla Arturka :) dostępna jest już oficjalna strona internetowa gdzie można zobaczyć na jakim etapie są przygotowania, dowiedzieć się kto zechciał nam pomóc, jakie atrakcje przygotowaliśmy a nawet zaczerpnąć trochę wiedzy na temat mukowiscydozy, no i poznać trochę bliżej Arturka. Właśnie w związku z ostatnim aspektem zostałam poproszona o przygotowanie odpowiedniego tekstu. Przyznam, że miałam z tym ogromny kłopot bo bardzo chciałam żeby było to coś oryginalnego i zajęło mi naprawdę sporo czasu, ale żeby zacząć. Bo jak tylko wpadłam na konwencję zabawy w wywiad Arturka z wujkiem-reporterem to dalej czerpałam z naszego życia. Bo ten tekst wierzcie lub nie, naprawdę odzwierciedla Arturka. Tak, tak jestem z siebie taka dumna może aż za bardzo. Ale obrosłam w piórka tym bardziej, że "Co Tydzień" znów opublikował mój tekst bez żadnych zmian i dał go na calusieńką stronę 16 :D   Poniżej artykuł z wyciętą reklamą.
Kliknij na niego, żeby powiększyć :)

niedziela, 8 lipca 2012

Arturek w mediach

    Bardzo dziękujemy redakcji gazety "Co Tydzień"  (nr 26- str.6)  za umieszczenie artykułu na temat Festynu






    W zeszłym tygodniu mieliśmy możliwość wypowiedzieć się do kamery na temat zmian na liście leków refundowanych. Cały reportaż bardzo dobrze wypadł i mam nadzieję, że choć trochę da do myślenia osobom, które mają możliwość decydowania o bycie innych ludzi. Zachęcam do obejrzenia. 
    Ja strasznie się denerwowałam, a po wszystkim oczywiście zmieniłabym swoją wypowiedź bo stres robi swoje ale zawsze to jakieś doświadczenie i mam nadzieję, że kolejnym razem będzie lepiej :)
Strasznie mnie zaskoczył nasz znajomy Pan Redaktor, bo nagle dostaje wiadomość, że już zaraz chcą przyjechać i czy mogę się wypowiedzieć. Całe szczęście, że babcia Ela zgodziła się przyjść mi pomóc przy dzieciach, żebym miała czas ogarnąć siebie i pokój :) co byśmy zrobili gdyby nie te babcie :*



poniedziałek, 2 lipca 2012

Naturalna flora bakteryjna górnych dróg oddechowych


    Po tym jak usłyszałam dziś w słuchawce telefonu słowa: "Naturalna flora bakteryjna górnych dróg oddechowych" pobiegłam w podskokach, żeby porwać Arturka w ramiona i wyściskać i wycałować tą moją dzielną istotkę :D
   To dr Pogorzelski podawał mi wyniki wymazu z gardła. Co prawda jeszcze w czwartek po powrocie z Rabki mieliśmy zmienne humory. Wyniki Arturka znacznie się polepszyły i to super wiadomość, jestem z niego i z siebie (powiem niezbyt skromnie :P) taka dumna bo to dzięki tej drastycznej, systematycznej rehabilitacji i podawaniu tych wszystkich lekarstw.
    Uświadomiliśmy sobie jednak, że im będzie starszy tym będzie nam przybywało leków, enzymów i odżywek, ale też ćwiczeń i sprzętu. I znów dwie strony medalu bo powinniśmy się cieszyć z możliwości ale to też oznacza jeszcze mniej czasu na normalność no i wydatki, wydatki i jeszcze raz wydatki :(
     Jedynymi wynikami, które zaniepokoiły dr Pogorzelskiego to znacznie podwyższony ALAT=129 [U/l] -przy normie dla Arturka poniżej 55, jak również poziom GGT=57 [U/l] -przy normie poniżej 35.
    Oznacza to, że wątroba nie funkcjonuje tak jak powinna. Pan doktor zwiększył dawkowanie Ursofalku.

    Duży, nowy miesięczny koszt to lek o nazwie AQUA E, bo okazało się, że nasz maluch ma niewykrywalne ilości właśnie wit E w organizmie, co może okazać się bardzo groźne. Jedno opakowanie kosztuje ok 112 zł. Ten lek jest sprowadzany z USA, pomyśleliśmy, że warto by spróbować postarać się o jakieś kontakty tam, bo dowiedzieliśmy się od rehabilitanta z Rabki, że polskie firmy oferujące kamizelki oscylacyjne wykorzystują sytuacje (ładnie sprawę ujmując) bo w Stanach można takie kupić za kilka tysięcy złotych, a nie tak jak w Polsce za 30 tys zł. Już wkrótce Arturek będzie takiej potrzebował, całe szczęście znajomi podsunęli mi pomysł ze zbieraniem nakrętek plastikowych po wszelkich rodzajach butelek- nie tylko po napojach. Już wkrótce przystąpimy do programu "Wkręć się" i może uda się uzbierać na kamizelkę dla Arturka. Bardzo Was proszę zacznijcie odkładać dla nas nakrętki. Jeśli będziecie mieć jakąś większą ilość to wtedy skontaktujcie się ze mną i ustalimy jak je odebrać.

   W Rabce dowiedzieliśmy się, że potrzebujemy dużych ilości płynów antybakteryjnych do rąk bez użycia wody, ale nie takich z supermarketu tylko z profesjonalnych sklepów medycznych, podobnie ze środkami czystości do dezynfekcji przy sprzątaniu domu. Wyniki Arturka tyko mobilizują , żeby w dalszym ciągu utrzymać ten stan rzeczy. Do listy dochodzą trampolinka treningowa, duża piłka rehabilitacyjna, no i dowiedzieliśmy się że super efekty daje basen. Ale nie taki komercyjny tylko ogrodowy z możliwością przepływu wody. Ilość chloru musi być na odpowiednim poziomie i najlepiej żeby używał go tylko Artur. To brzmi nierealnie ale nie tracę nadziei. Znam kogoś kto ma duży ogród, z kolei nie ma dzieci i myślę, że zgodziłby się na pewno jakiś kawałek przeznaczyć na basen z zadaszeniem. Tylko teraz znaleźć firmę, która takie baseny produkuje i pomyśleć skąd na to wziąć pieniądze.

    "W słońcu kąpać się lubimy, w wodzie świetnie się bawimy. Basen, staw jezioro, rzeka- ruszaj z nami woda czeka. Plusku, plusk, chlapu, chlap wodę w ręce teraz łap ..." To cytat z piosenki, którą Arturek uwielbia. To ją m.in. puszczamy podczas "klepanka" pomaga odwrócić uwagę. 
Jednak moje myśli w tym momencie zawsze skupiają się na jednym... że mój synek nigdy nie będzie mógł pływać w ogólnie dostępnych kąpieliskach typu basen czy jezioro ze względu na Pseudomonas śmiertelnie dla niego groźną bakterię. W grę wchodzi tylko morze bo w słonej wodzie nie ma tej paskudy, a najlepsze śródziemnomorskie bo tam powietrze jest naturalną inhalacją dla chorych na muko. Tylko kogo stać, żeby na takie wakacje pojechać :(
    Druga kwestia to jak to wytłumaczyć dziecku, żeby nie poczuło się gorsze i poszkodowane. Już słyszę te wyrzuty: "A dlaczego Patrycja jedzie na Sosinę a ja nie mogę" :( Jak potem oglądać zdjęcia z takich wypraw i się wspólnie cieszyć? Czy jedynym wyjściem jest się okłamywać i żyć w jakiejś konspiracji?
No dobrze, te smutne rozważania zostawię sobie na kiedy indziej, bo chciałabym się podzielić jeszcze z Wami przygodami zeszłego tygodnia. Moje dzieciaczki wzięły udział w sesji zdjęciowej, którą przeprowadzał znajomy. Miał on na studiach zadane przygotowanie foto-książki przedstawiającej dzieci, które mają jakieś stroje lub atrybuty, które wskazywały na zawód, który w przyszłości można wykonywać.

    Arturek był wtedy na końcówce antybiotyku, więc jego zdjęcia były robione w domu. Długo się zastanawialiśmy jak go ucharakteryzować, uwielbia bawić się kablami no więc elektryk (z jakimi perspektywami to zawód przecież w naszym kraju) ale jak babcia zaproponowała żołnierza to był strzał w dziesiątkę. Nie dziwcie się, że chcę troszkę zaczarować los... ma być przecież silny i waleczny ten mój chłopak ;)

    Przy Patce z kolei nikt się nie zastanawiał bo od kilku tygodni powtarza, że zostanie lekarzem dla zwierząt. A dokładniej od momentu, w którym pojechała razem z tatą, babcią Balbinką i jej kotem do lecznicy, w której jak się okazało pracuje ciocia Marta :) Patka tak dzielnie pocieszała chorą kotkę, że dostała bransoletkę przyjaciela zwierząt i wróciła do domu z silnym postanowieniem pójścia w ślady cioci.


    Od tygodnia Arczi czuje się super więc z ogromną przyjemnością skorzystaliśmy z zaproszenia na grilla do znajomych. Dzieciaki były w swoim żywiole, my odpoczęliśmy i nasyciliśmy brzuchy pysznym jedzonkiem. Ale co najdziwniejsze co jakiś czas przyłapywaliśmy się z Tomkiem na myśli jak tam babcia z Arturkiem sobie radzi... a tu przecież ten smyk jest z nami. Można by rzec wreszcie :)







środa, 20 czerwca 2012

W rozliczeniu wychodzimy na plus

    Zacznę od złych wiadomości potem będą już lepsze. Arturek znów na dodatkowych antybiotykach z powodu zapalenia oskrzeli. Tym razem odstęp między zachorowaniem wyniósł tylko 9 dni błogiego spokoju. Mam nadzieję, że podczas kolejnej wizyty w Rabce 28-mego czerwca,  dr Pogorzelski coś zaradzi bo ileż można. Bardzo boje się o jego wątrobę :( No i co tu dużo mówić czasem po prostu nie daje rady, psychika mi siada, nachodzą czarne myśli, wręcz przerażające. Słyszę rady, że muszę sobie znaleźć jakąś odskocznie, coś co zupełnie nie jest związane z domem i chorobą... Nawet czas by się znalazł i chętni do pomocy przy dzieciach tylko, że cokolwiek mi przychodzi do głowy typu fitness lub lekcje tańca, to wiąże się to z wydaniem pieniędzy i nie mogę- po prostu sumienie by mnie zżarło...

    Ale jest coś w czym się realizuje ostatnimi czasy a zapał ludzi, którzy mi pomagają naprawdę pozytywnie nakręca :) mowa o przygotowaniach do Festynu charytatywnego, z którego dochód w całości przeznaczony będzie na leczenie Arturka :)) Będę Was oczywiście dokładnie informować o postępach, a wstępnie mogę powiedzieć, że odbędzie się 9 września, na terenie Szkoły Podstawowej nr 7 w Jaworznie.
Ciągle szukam Sponsorów, którzy mogliby ofiarować atrakcyjne nagrody w konkursach dla dzieci. Będę chciała też pozyskać Darczyńców, którzy mogliby przekazać materiały do wykonania przedmiotów, które będziemy sprzedawać podczas Festynu. Każda pomoc czy pomysł z Waszej strony mile widziane :) Szczególnie poszukiwana osoba z umiejętnościami układania kompozycji kwiatowych.

    Poniżej zdjęcie z wyjątkowo twórczego spotkania organizacyjnego. Wiele wspaniałych pomysłów nie mniej chęci do działania ale też przedsięwzięcie nie małe.



    Ruszyły też aukcje charytatywne na allegro, http://allegro.pl/my_page.php?uid=24625708
Zapraszam może Was coś zainteresuje a przy okazji wesprzecie naszą rodzinę w leczeniu Arturka, jeśli macie do oddania atrakcyjne przedmioty, które moglibyśmy tam wystawić to też nie odmówimy :)
 
    Żeby nie było mało tych dobrych wiadomości to Arturek zaczął w zeszłym tygodniu raczkować. Dla nas to zupełna nowość bo Pati ominęła ten etap. Radochy jest więc z tego tytułu co niemiara.



    A wiadomość, która przebija wszystko jest taka, że serduszko Arturka jest całkowicie zdrowe. Byliśmy w Prokocimiu, u Pani kardiolog, która zna Arturka jeszcze z brzucha ;) wykonała echo serca i stwierdziła, że całkowicie się zregenerowało i nie jest wymagana dalsza kontrola :D










sobota, 2 czerwca 2012

"Tam, gdzie nie ma dzieci, brakuje nieba" — Algernon Charles Swinburne

    Pierwszy Dzień Dziecka w życiu Arturka za nami :) był pełen prezentów, niespodzianek i gości. Bardzo się cieszymy, że dzieciaki spędziły ten czas rodzinnie.
    Wczoraj Papka z ciocią Agą, która jest jej Chrzestną były w Domu Kultury w Szczakowej na obchodach z okazji Dnia Dziecka. Z Chrzestnym natomiast ustaliliśmy, że przesuniemy jego wizytę na inny dzień bo przesyt atrakcji mógłby zaszkodzić :)  Więc Patrycja z ciocią, kuzynką Wikusią i kuzynem Dominikiem oglądali przedstawienie, wcinali popcorn, malowali buźki i bawili się na dyskotece.



      Od wczoraj też gościliśmy Chrzestną Arturka -ciocię Kasię i jej córeczkę Oliwię.


     A dzisiaj w żeńskim gronie (bo Arturro jest niestety od dwóch tygodni chory na zapalenie oskrzeli) pojechałyśmy pod MCKiS gdzie czekały atrakcje dla dzieci. Zrobiłyśmy mnóstwo zdjęć na wszelkiego rodzaju pojazdach, zajadałyśmy się watą cukrową, a potem jeszcze pizzą :P Układałyśmy kompozycję kwiatowe a Papka nawet zamieniła się w kocicę.



"Dzieciństwo jest dobre dlatego, że każdy dzień zaczyna życie na nowo, bez ciężaru dnia wczorajszego".- Anna Kamieńska




sobota, 26 maja 2012

Zostań dawcą szpiku!


    Jutro czyli 27 maja 2012r. w Krakowie, a dokładniej w Centrum Kultury Studenckiej Uniwersytetu Rolniczego, al. 29 Listopada 50, między 11.00 a 17.00 będzie można oddać krew i zarejestrować się jako dawca szpiku. Innymi słowy można podarować komuś życie.

    Wiem, że dość na wariackich papierach taka decyzja ale myślę, że naprawdę warto, zwłaszcza, że jest to stosunkowo niedaleko, a takie akcje odbywały się już w Rzeszowie i Włocławku, a będą w Warszawie, Łodzi i Jaśle. Jeśli kiedyś nad tym się zastanawialiście to teraz jest Wasza chwila.

    Ja jadę, jeśli chcecie się przyłączyć to pociąg z Jaworzna-Szczakowej odjeżdża o 10:12 (cena biletu 15zł) trzeba wziąć ze sobą dokument tożsamości z numerem PESEL. Można być po małym, nietłustym posiłku.
UWAGA: jeśli przyjdą max 3 osoby to pojedziemy samochodem.

MYŚLĘ, ŻE TO ZNAKOMITY SPOSÓB UCZCZENIA ZARÓWNO 
DNIA MATKI JAK I DNIA DZIECKA 

O tym, że naprawdę warto przekonacie się zaglądając tutaj :)

środa, 23 maja 2012

Echa weekendu

    Ostatni weekend spędziliśmy bardzo rodzinnie. Wreszcie odważyliśmy się zabrać Arturka do ludzi. W sobotę byliśmy u prababci Felicji, przy okazji poskakaliśmy na trampolinie z kuzynem Dominikiem.



    Natomiast popołudniu mieliśmy gości, ciocię Kasię z Oliwią z Siemianowic Śląskich i babcię Elę. Z Papką porwałyśmy dziewczyny na spacer i plac zabaw.
    W niedzielę pojechaliśmy do pra prababci Marysi na Żródła. Godnym uwagi jest fakt, że nasza babcia ma już 101 lat. Jest w bardzo dobrej formie :) niesamowite jest to, że ma znakomitą pamięć, wzrok i na nic się nie skarży jak to w zwyczaju ma większość Polaków. Tylko podziwiać. 


    My przy okazji wizyty na wsi mieliśmy frajdę oglądać z dziećmi zwierzęta, które widziały wcześniej tylko na obrazku lub w telewizji. Nie chce nawet zgadywać co myśleli sobie o nas mieszkańcy Źródeł jak robiliśmy zdjęcia krowom i kurom :D Patrycja od czasu tego wyjazdu ma ulubione powiedzonko. W sytuacji gdy ktoś zrobi lub powie coś zabawnego to na pewno usłyszy od niej "Jesteś jak kogut w sianie".

    To już było drugie spotkanie Arturka z pra prababcią, za pierwszym razem był co prawda jeszcze w brzuszku ale na jej 100-letnich urodzinach.


Na dzień dzisiejszy zarówno Artur jak i Patrycja mają katar i kaszel, więc z kolejnymi wizytami trzeba będzie poczekać. Mam nadzieję, że kiedyś przywyknę do tego stanu rzeczy, jak na razie na widok ZNÓW cieknących nosków energia mnie opuściła. A tu pewnie trzeba będzie walczyć z chorobą przez jakieś dwa tygodnie jak poprzednimi razami.



poniedziałek, 21 maja 2012

Naprawdę bardzo fajny dzień :)

    Wczoraj miałam prawdziwy dzień mamy :D i data w tym momencie ma naprawdę najmniejsze znaczenie. To nic, że najpierw z tych słodkich usteczek usłyszeliśmy "baba" potem "tata" i to już nastąpiło parę dobrych tygodni temu. No dobrze przyznam, że troszkę ukłuło ;) ale teraz jestem tak dumna i szczęśliwa, że trudno to wyrazić bo wczoraj właśnie usłyszałam przepiękne "mama" :) :) :)  Wcześniejsze wyrazy były raczej dźwiękami, które towarzyszyły nam przez parę dni po czym Arturek o nich zapominał. Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej bo wymawia to słowo z upodobaniem tak często, że mamusia się rozpływa :P

    Wczorajszy dzień nie tylko z tego powodu był szczególny. Dotarły do nas paczki ze wspomnianej przeze mnie wcześniej Zbiórki przedmiotów i żywności zorganizowanej przez Parlament Studencki Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach.


    Arturkowi najbardziej zaświeciły się oczka na widok słoiczków z jedzonkiem, bo je uwielbia- musimy się pochwalić, że ma już cztery ząbki.
    Pati oczywiście też była pod wrażeniem i nie byłabym sobą gdybym nie zacytowała: "kochane są te ciocie przyniosły mi mydła do kolekcji". No właśnie bo chyba jeszcze o tym nie wspominałam Papka uwielbia wszystko co pachnące: papier i chusteczki zapachowe a najbardziej mydełka, które kolekcjonuje :)
   W paczkach były artykuły spożywcze, chemiczne ale też ubranka i zabawki.

    Dziś Tomek odbierze paczkę dla Arturka z Hufca ZHP Jaworzno, którego władze też zorganizowały zbiórkę i z tego co wiemy będą kolejne :)
    Naprawdę doceniamy starania i bardzo ale to bardzo dziękujemy. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że jest tyle dobrych duszyczek, tylu ludzi, którzy chcą pomagać. Bo po prostu taka jest prawda, że nie dalibyśmy sami rady, szczególnie finansowo. Ale, znowu to zaznaczę i będę powtarzać, że psychiczne wsparcie jakie od Was dostaje jest dla mnie równie ważne.  DZIĘKUJEMY